perpetual journal

Perpetual Journal – tytułem wstępu

Perpetual journal skąd się to wzięło?

Od jakiegoś już czasu jestem aktywna na Instagramie. Oglądam prace, inspiruję się, a przede
wszystkim podziwiam. Najbardziej mięknie moje serce ostatnio oglądając rysunki botaniczne. Tak
trafiłam na ludzi, którzy prowadzą tzw. Perpetual Journal. To coś w rodzaju malowanego pamiętnika
botanicznego, który nigdy się nie kończy. Moja mistrzyni, Lara Gastinger, pisze na swojej stronie o
początkach już w 2001 roku.
 Zajrzyj do niej koniecznie!
Prace Lary możesz także pooglądać na jej Instagramie (bardzo warto i przepadniecie jak śliwka w kompot,
jeśli tylko lubicie botaniczne ilustracje).

Notes akwarelowy Lary ma oznaczenia kolejnych tygodni roku (np. 1-7 stycznia) i tam, co roku

domalowuje to co zaobserwowała w przyrodzie. Dzięki temu widzi, że rośliny zaczęły kwitnąć w
danym roku wcześniej w stosunku do lat poprzednich. To świetna obserwacja przyrody i
zmieniającego się w czasie pór roku świat.

jeszcze więcej inspiracji...

Nie tylko Lara, do której Was odesłałam tworzy przepiękne roślinne ilustracje. Zerknijcie też na cuda, które pokazują

Warto również pobuszować w szufladkach z instagramowymi hasztagami tu i tu.
Ale ostrzegam, można przepaść na długie godziny! 🙂

moja przygoda z perpetual journal

Marzyło mi się zacząć. Nowy rok dla człowieka-checklisty (takiego jak ja) to idealny moment na początek. W grudniu uszyłam swój notes, kupiłam gwiazdę betlejemską, bo taki miałam pomysł na pierwszą stronę
i… Szkicowałam i malowałam tę gwiazdę chyba 3 tygodnie, po drodze walcząc z moimi Kotami, które
zawsze chcą pomagać a czasem skonsumować roślinkę. Akurat gwiazda jest dla kociaków trująca, więc
malowanie jej było jak walka z kotami, kto skubnie a kto nie pozwoli skubnąć. Nie stresujcie się,
gwiazda po malowaniu przestała interesować koty, a i tak mieszka w pokoju niedostępnym dla
czworonogów.
Następne strony poszły już mi lepiej i szybciej i łatwiej. Pierwsza strona była najtrudniejsza, bo miałam
swoje wyobrażenia co chcę a jak wychodziło inaczej, nie jak u moich mistrzyń, to zaczynała się
frustracja. Przy następnej stronie doszłam do wniosku, że w sumie dopiero się uczę i ciągle sama nie
wiem, gdzie ten dziennik mnie zaprowadzi. W odróżnieniu od Lary, ja robię dziennik tylko z tego roku,
jeden tydzień, jedna strona, nie jak Lara która gromadzi ilustracje przez kilka lat.

...kolejne strony...

Jak wiecie, początek roku to zima, u nas bez kwiatów i zieleni. Ale wiecie, tylko pozornie! Zaczęłam
ze spacerów zbierać i przynosić do domu różne gałęzie z porostami (na wieczór, na malowanie, potem
wracały skąd przyszły). Gałązka z ostrokrzewem od teściowej też znalazła swoje miejsce w notesie.
Potem, w 3 tygodniu stycznia, gdy wysokie temperatury obudziły drzewa do rośnięcia, a po wichurach
mogłam pozbierać połamane gałązki i znaleźć dla nich miejsce w notesie. Przekwitnięte hortensje
również są bardzo wdzięcznym obiektem malowania. Prosty szkic bardzo cienkim cienkopisem albo
odwróconą stalówką pióra, i do tego parę kropli nowego koloru Pana Szmala i stronka namalowała się
sama.
Doszło też kupowanie kwitnących cebulek Hiacynty, żonkile, krokusy, szafirki.
Mój ulubiony sklep ciągle mnie zaskakiwał nowymi roślinkami i tak w biurze, które jest zamknięte
przed kotami, mam całkiem sporą kolekcję przekwitniętych cebulek, które czekają na wysadzenie na
balkon Mój biedny mąż z przerażeniem patrzy na kolejne cuda do namalowania, ale wiecie, nauka
kosztuje, na szczęście tylko roślinkę, potem można szkicować i malować do przekwitnięcia.
Poza regularnymi stronkami, korzystając z zasobów roślinnych, pokusiłam się o studium narcyzów i
krokusów. Bardzo przyjemnie się je rozpracowywało i szkicowało. No i udało mi się kupić cięte
anemony. Te kwiatki są przecudowne. Piękne, delikatne, wręcz nierealne. Trzy wieczory z anemonami
i mam kolejne strony notesu. Chyba szybciej go skończę niż zakładałam, bo jeszcze był taki jeden
tydzień, kiedy zamiast jednej strony zrobiły się aż cztery. Wszystko za sprawą wycieczki. W styczniu
byłam w Izraelu i możecie sobie wyobrazić, jaki to był dla mnie raj. Po pierwsze ze względu na inny
klimat, rośliny tam kwitły Więc mogłam malować kwiaty Do tego drzewa miały przedziwne
owoce, które namiętnie zbierałam. Mój mąż i tata powoli zaczynali się zastanawiać, czy przy
pakowaniu to wszystko mi się zmieści do mojego małego plecaka ;P Ale zmieściło się Dzięki temu
poznałam sporo nieznanych dla mnie wcześniej roślin, jak Tipu Tree, które nawet w domu, w doniczce
u mnie wykiełkowało i liczę na to, że wiosną zamieszka na moim balkonie. Zachwyciły mnie rosnące
na ulicy kumkwaciki i po powrocie do domu zakupiłam jedno drzewko do domu. Efektem malowania
perpetual journal są dodatkowe doniczki w domu ;P I nowe passiflory, dopiero co przesadzone,
czekam na ich kwiatki i może owoce
W tym wszystkim kibicuje mi ciągle Gosia. Ona też chodzi, szkicuje, przynosi mi jakieś wyschnięte
badyle do szkicowania. Okazuje się, że aktualnie najlepszy prezent dla nas to jakiś suchy badyl do
namalowania.!

Jak mnie zmienia ten projekt?

Szukając inspiracji do malowania uważniej obserwuję przyrodę. Patrzę, szukam, zauważam zmiany.
Widzę różnice w porostach które są w naszych lasach. Zauważam różnice w mijanych gałązkach z
tygodnia na tydzień. Rozpoznaję rośliny, które kiedyś były dla mnie „tymi fioletowymi z łąki kwietnej”.
Sprawdzam ich nazwy łacińskie, choć rzadko je piszę w notesie. Będąc na wyjazdach poznaję nową
florę danego kraju. I już nie mogę się doczekać kolejnych wycieczek, by poznać kolejne rośliny innego
zakątka Europy.

I czekam każdego dnia na więcej!

Jak Ci się podoba taki botaniczny dziennik? Masz ochotę spróbować? Albo poczytać więcej na ten temat, zanim się zdecydujesz? A może już masz swój perpetual journal? Jestem ogromnie ciekawa.

2 thoughts on “Perpetual Journal – tytułem wstępu”

  1. Joanna Lachowicz

    Zainspirował mnie ten post. Może nie codziennie ale mam zamiar sobie malować różne roślinki i myślę tu o „chwastach”, które tak zawzięcie tępię na grządkach, że rzadko dostrzegam ich delikatne piękno. Jeden Z Waszych akwarelowników będzie miał takie przeznaczenie. A sam tekst bardzo miło się czytało. Przetwórnia – i strona i profil na FB to moje miejsca relaksu i wytchnienia.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Shopping Cart
Scroll to Top